|
2007 r. - 10-lecie szkoły
Nie
uprawiamy pedagogiki sukcesu ?
Społeczne Liceum Ogólnokształcące w Jaśle, jest w środowisku
postrzegane bardzo różnie. Niewyrobione zdanie na jego temat mają Ci,
którzy nigdy nie odwiedzili tej placówki, nie posłali tutaj swoich
dzieci, lub nie zapytali znajomych, którzy umieliby coś konkretnego o
tym alternatywnym w Jaśle liceum powiedzieć. A prawda o społeczniaku
jest prosta.
To z pozoru takie samo liceum jak każde, to taka sama
podstawa programowa, taka sama „okeowska” Matura. Są tu też „w
przekroju” tacy sami uczniowie, tzn o różnym stopniu zdolności i chęci,
z bardzo różnych środowisk społecznych.
A jednak, tylko z pozoru takie samo, bo inne, lepsze, bliższe uczniowi i
rodzicom.
Jak to jest możliwe ? I znów sprawa jest prosta. SLO STO
rządzi się Statutem, w którym m.in. jest zastrzeżone że w klasie nie
może być więcej niż 15 uczniów. Tylko ten jeden wyznacznik zmienia
prawie wszystko.
Lekcja wygląda jak dyskusja naukowa, każdy uczeń ma możliwość dopytać o
nieznane, zgłosić się do uzupełnienia tego, co zaniedbał.
Wychowawca „nie zgubi nikogo i niczego”, zobaczy każdy
problem, porozmawia z Rodzicami, z którymi ma obowiązek stałego
kontaktu.
Jeżeli weźmiemy pod uwagę zagrożenia, jakie dla młodego człowieka niesie
XXI wiek, to SLO STO jest miejscem bezpiecznym. Nie ma tu jeszcze
ochroniarzy, ale jest PRAWDZIWA RODZINA, która czyni ze szkoły miejsce,
w którym po prostu spokojnie się uczy i mówi o uniwersalnych
wartościach.
Nic nie przychodzi jednak samo !
Dyrektor, który razem z innymi pasjonatami tę szkołę
zakładał i kieruje już 10 lat, żyje nią każdego dnia. Wychowawcy i
nauczyciele pracują z pomysłem i odpowiedzialnie, nie uprawiają
pedagogiki sukcesu (nietrudno jest zrobić ze zdolnego i
utalentowanego ucznia – olimpijczyka).
Ale praca to nie tylko trud. To także satysfakcja. I nie ma
zbędnego patosu w stwierdzeniu, iż jestem dumna z tego, że od 10 lat
uczę w społecznym liceum języka polskiego – obowiązkowego w części
pisemnej i ustnej przedmiotu maturalnego
dr Waleria Danuta Ćwik
”Obyś cudze dzieci uczył”
Późną wiosną 1997 roku odwiedził mnie Prezes STO Pan
Lucjan Tomalski i z miną wielce zagadkową zapytał, czy nie podjąłbym się
pracy w alternatywnej szkole - Społecznym Liceum Ogólnokształcącym.
Przyznam, że połechtał moje ego i równocześnie postawił wyzwanie,
którego nie można było odrzucić.
Pierwsze spotkanie członków STO i grona pedagogicznego odbyło
się w budynku ZNP w miłej i twórczej atmosferze. Poznawaliśmy się
wzajemnie, no bo przecież jasielscy nauczyciele to nie garstka belfrów,
ale pokaźny zespół ludzi z ogromnym dorobkiem zawodowym, pełnych zapału
i pomysłów.
Spotkanie z rodzicami przyszłych uczniów rozwiało wszelkie nasze obawy.
Byli to ludzie życzliwi, chętnie służący swoim czasem, pomocą i
doświadczeniem, ba, mający wizję szkoły, która wychodziłaby naprzeciw
lokalnej społeczności, wizję, która była bliska nam - nauczycielom.
I ruszyliśmy... Pierwsi wychowawcy i uczący otoczyli
swoich licealistów opieką godną naśladowania. A, że ziarno zostało
rzucone na dobry grunt, owoce były dorodne. Konkursy, wyniki nauczania,
nagrody, wreszcie matura i wymarzone studia potwierdziły, że cztery łata
nie poszły na marne.
Ja, piszący tych parę słów wspomnień, każdego roku przed
pierwszym dzwonkiem słuchałem z uwagą Dyrektora i zastanawiałem się,
komu przydzieli kolejne wychowawstwo.
I doczekałem się piętnastu wychowanków pełnych marzeń, oczekiwań i
zapału do pracy, ludzi otwartych na wiedzę i świat, mających pomysły na
życie. Szybko staliśmy się jedną wielką rodziną. Nauka, wycieczki,
spotkania teatralne, wyjścia na wystawy, do muzeów cementowały nas. Nas,
tzn. Rodziców, uczniów i nauczycieli.
A Wigilia? Nie sposób o niej zapomnieć. Dzień wcześniej w
mroźny wieczór pełną parą szły przygotowania do wspólnej wieczerzy.
„Stefek" przyniósł szopkę, dziewczyny uwijały się przy choince, rodzice
przy stole, a serce wychowawcy rosło, gdy przy akompaniamencie gitar Ewy
i Eweliny popłynęły pierwsze słowa kolęd. Pomyślałem wtedy: „Ameryka!
Jak na filmie! Całkowita integracja!"
Pełnym ukoronowaniem czterech lat pracy była matura. Dzisiaj
Ewa jest na architekturze, Grześ na informatyce, „Czarnula" i Mateusz
studiują stosunki zagraniczne. Ania uczy się na Uniwersytecie
Jagiellońskim, Aurel na Uniwersytecie Rzeszowskim, Ewelina na Akademii
Pedagogicznej. „Stefek", Dominik i Grzegorz wybrali hotelarstwo, Piotrek
studiuje ekonomię, Konrad marketing, Joanna jest w Szkole Projektowania
Artystycznego, Magda studiuje socjologię, a Dorota jest na swojej
wymarzonej geografii.
I kto wymyślił to porzekadło: „Obyś cudze dzieci uczył"?
mgr Józef Duda
Chcielibyśmy nasz ślad
na drogach
ocalić od zapomnienia.
I ja tam byłem…
10 lat społecznego liceum na fotografii
Hej w drogę !
Poznać
niewiarygodne historie, dotknąć zamierzchłych czasów, obcować z
przyrodą, uchwycić rewelacyjne obrazy w swoim aparacie, rozróżniać styl
romański od gotyku, wejść na wulkan, zstąpić do bajkowego podziemnego
świata jaskiń, poczuć smak górskiej wędrówki. Czy to wszystko można
zrobić na lekcjach, choćby w najpiękniejszej klasie?. Ucząc geografii,
pragnąłem zawsze wzbudzić w moich uczniach miłość i pasję do poznawania
świata, poszukiwania w nim czegoś dla siebie.
W programie naszego „społeczniaka” ważną rolę odgrywają
wycieczki krajowe i zagraniczne oraz lekcje terenowe. Nasz plan zakłada
w jednym roku wyjazd krajowy i zagraniczny. W minionych 10 latach
zostało za nami ponad 8000 km dróg Polski i autostrad Europy !!!.
Fotografia -
W dolinie Pięciu Stawów Polskich
Ślady naszych stóp .....
Spacerek do Oculus Maris z „małym zakrętem” na Dolinę Pięciu Stawów
Polskich.
To nic, że do Morskiego Oka idą wszyscy i że trasa wiedzie asfaltem lub
kamienistym skrótem. To nic, że czasem trzeba torować sobie drogę w
tłumie, albo uciekać przed pędzącym samochodem lub parą oszalałych koni.
Nie szkodzi nawet, że w pewnym momencie drogę może wam zagrodzić
niedźwiedź, nie mówiąc już o bileterze, który uczyni to z całą pewnością
przy szlabanie na początku wędrówki. Morskie Oko trzeba zobaczyć. Nasze
SLO postanowiło przekonać się jakie widoki dostarcza Dolina Pięciu
Stawów i Morskie Oko. Chmurki żadnej, niedźwiedzia i kozicy też nie
było, ale był szum spadającej Siklawy, lekko zamarznięte „pięć stawów”,
panorama ze Świstówki (palce lizać !!! ), podróż przez smreki i kosówkę,
odpoczynek pod limbą, śniadanko w kotle polodowcowym !!! Czy znacie
takie Tatry? Jezioro za jeziorem, doliny U – kształtne i zawieszone, a
pośrodku tego górskiego raju my i nasza pobudzona fantazja. W naszych
podręcznikach do geografii piszą o „budującej działalności lodowca” –
faktycznie, pięknie prezentują się schroniska na morenach czołowych.
Spacerek wokół Morskiego Oka, rzut oka na Rysy i majestatyczne
Mięguszowieckie Szczyty, fotka na tle Mnicha, „małe podejście” do
Czarnego Stawu i krajobraz górski mamy w jednym palcu. Jeszcze dziś
wspominają chłopcy żleby, turnie i U – kształtne doliny, a najbardziej
nasze społeczne dziewczyny.
Byliśmy w raju !!!! .... Słowackim.
Kras, kras i jeszcze raz kras. Widziałeś pewnie ser szwajcarski, tak
też smakuje wędrówka po urokliwym Słowackim Raju. Przed nami Sucha Bela
- droga wiedzie wąskim jarem ze stromymi zboczami a w dnie szemrzącym
strumykiem. Strumyk ten, płynąc wąwozem, przekracza koryto w wielu
miejscach, dlatego są drewniane mostki, metalowe drabinki, łańcuchy i
tony wody. Jest ich naprawdę sporo. Idąc można również obserwować
niewielkie wodospadziki podsycające charakter i klimat tego uroczego
miejsca. Bajkowy świat podziemia odkrywa wspaniała jaskinia Domica. Nad
głową stalaktyt, od dołu stalagmit, majestatyczne stalagnaty, draperie,
podziemne rzeki – Nech se patrzi jak mówią Słowacy. A echo jeszcze dziś
powtarza słowa naszych rodziców – opiekunów wycieczki „…rany, ja tu nie
wejdę, Lechu, gdzieś ty nas poprowadził ….”.
Fotografia -
W Szczyrbskim Jeziorze na Słowacji
Na włoskim bucie
....
Nasz „busik”
przez cały tydzień przemierzał piękne autostrady, tunele i serpentyny
włoskiego buta. Wszędzie ślady starożytnych, zabytki z okładek
podręczników, kamienne uliczki Asyżu, Watykan z „Ojcem Świętym”, w
cieniu Wezuwiusza Neapol i Capri, ponownie wzbudzone do życia Pompeje,
palmy i ciepłe morze... pływaliśmy, a jakże by inaczej !!!
Kraina smakoszy, poetów i niefrasobliwych kochanków, Italia próżna,
kolorowa i głośna. Sprawdzaliśmy czy miłość prowadzi nie tylko przez
żołądek, ale i przez nogi (setki kilometrów). Rzymskie „smakowite
szlaki" wiodły nas do najlepszych gatunków makaronów, wina, sera, pizzy,
kasztanów i ziół - romantyki nie powinno więc zabraknąć. A kto miał
ochotę na towarzystwo wszędzie witano go z otwartym sercem (rachunki też
od serca !!!).
A w niedzielę do kościoła, zwyczajny człowiek ....
Fotografia -
W Rzymie
Na kresach…..
Bo gdzie
jeszcze ludziom tak dobrze jak tu, tylko we Lwowie. Tam nawet kamienie
mówią po polsku, tam historia naszego narodu, tam nasze Orlęta Lwowskie,
tam…
Przyszłość ???
Wiele pięknych chwil za nami, a w to lato …. walc, fale Dunaju w Wiedniu
– bądźcie tam ze Społecznym Liceum STO z Jasła.
mgr Lech Polak
Wigilia w
SLO STO
Społeczne Liceum jest taką szkołą, w której każdy może rozwijać swoje
zainteresowania ,a już szczególnie talent artystyczny. Tak właśnie jest
z drugą klasą, która swoje umiejętności estradowe „szlifuje” na
wszystkich akademiach i przedstawieniach organizowanych w SLO STO.
19 Grudnia 2006 r. odbyła się szkolna Wigilia, zorganizowana właśnie
przez moją klasę. O godzinie 9:00 na szkolnej jadalni pojawili się
zaproszeni goście: dyrektor szkoły, grono pedagogiczne oraz trzecia
klasa. Na początku moja klasa zaprezentowała bogatą część artystyczną ,w
której przedstawiła historie symboli Świąt Bożego Narodzenia która. Po
tym lirycznym wprowadzeniu w świąteczny klimat, rozpoczęliśmy składanie
sobie życzeń i łamanie się opłatkiem. Po tym miłym geście, który jeszcze
bardziej zbliżył nas do siebie, zasiedliśmy radośnie do stołu, oczekując
wyśmienitych potraw, które szybko pojawiły się na naszym stole.
Bardzo miło spędziliśmy ten wspólny czas, który sprawił, że
poczuliśmy się jak wielka rodzina, pomimo iż łączą nas tylko więzi
przyjaźni i obowiązek chodzenia do tej samej szkoły. Wigilia była
naprawdę udana i wszyscy wróciliśmy po niej do domów, z myślą, iż jest
to jedynie przedsmak świątecznej radości, która miała nam towarzyszyć
przez najbliższy czas.
Edyta Myśliwa
Moje dzieci też tutaj!!!
Do społecznego liceum przyszedłem, dlatego, że rok wcześniej chodziła
tutaj moja siostra Magda to od niej dowiedziałem się, że w społeczniaku
jest "wporzo". Tutaj szanuje się każdego ucznia, bez względu na to,
jakie ma się zdolności i chęci do nauki i muszę przyznać, że moja
siostra miała rację.
Ta szkoła jest jak jedna wielka rodzina, wszyscy się znają,
każdy ma do siebie pozytywne nastawienie, chociaż jak w każdej rodzinie
dochodzi do zgrzytów. Jednak nie trwają one długo, przecież lubimy się i
szanujemy. Nauczyciele są bardzo przyjacielscy, traktują uczniów
z szacunkiem. W innej szkole, o czym wiem z rozmowy, byłoby to
niemożliwe. Nigdy nie żałowałem mojej decyzji i jeżeli miałbym ją podjąć
jeszcze raz, to byłaby taka sama.
Wszystkim polecam tą szkołę, a jeżeli ktoś mówi, że się
płaci i "spoko" to się myli!!! Jeśli miałbym już rodzinę, to chciałbym,
aby moje dzieci chodziły właśnie do takiej szkoły.
Piotr Barzycki
Oto my!
Wiadomym jest,
że najważniejsza w
szkole jest klasa. Jeżeli jest to klasa zgrana tzw. Superpaka,
to wszyscy w tej grupie czują się wspaniale, pomagają sobie i jak mówi
tytuł jednego z polskich seriali, są na „dobre i złe”. Nikt nie zdaje
sobie sprawy z tego, jaką super klasą z super wychowawcą jest moja
klasa, czyli II klasa Społecznego Liceum STO w Jaśle. Jest nas w klasie
czternaście osób, w czym dziewięć dziewcząt i pięciu chłopców.
Wychowawcą klasy jest Lech Polak, którego kochamy, a on
kocha nas. Profesor zawsze służy nam pomocą. Jesteśmy otwarci i chętni
do pracy i często ze sobą rozmawiamy. Jak w każdej klasie czasami
zdarzają się nieporozumienia, ale myślę że gdyby komuś z nas działa się
krzywda, klasa stanęłaby za nim murem.
Na co dzień czujemy się świetnie. Nie mówiąc
o uroczystościach szkolnych, które jeszcze bardziej cementują nasze
sympatie. Jeżeli ktoś mówi, że źle mu w klasie, to nie trafił do takiej
klasy jak ja. Każdemu życzę, aby trafił do tak wspaniałej szkoły i
klasy, do jakiej ja mam przyjemność chodzić.
Pozdrawiam! Joanna Nachmann.
Artystą być
W każdym człowieku drzemie chęć publicznego pokazania się,
zaprezentowanie swoich talentów i umiejętności. Szczególnie dziewczyny
chcą być aktorkami i piosenkarkami, co ćwiczą regularnie od przedszkola,
śpiewając do uchwytu skakanki. W zwykłym liceum, w którym jest
przeciętnie 600-set uczniów, aby „dobić się” na scenę nie jest takie
łatwe, chyba że ma się niezwykły talent.
U nas w społeczniku jest inaczej, czy się chce czy nie –
musimy występować i to kilka razy w roku. To, jak się okazało niezwykła
frajda i przyjemność, bo kiedy wychodzi się na scenę, to wszystkie oczy
zwrócone są na artystów. A poza tym, mamy okazję wyrobić w sobie odwagę,
zapomnieć o tremie i tak całkiem niepostrzeżenie nauczyć się pięknego
tekstu np. o Opłatku, o miłości, o Świętym Mikołaju i o zagubionym we
współczesnym świecie człowieku. Na samym początku bałyśmy się tych
publicznych występów, ale teraz czynimy to z wielką przyjemnością.
Jeszcze jedno! Chcemy wam powiedzieć o niesamowitej i
przyjaznej atmosferze podczas prób. Wszyscy są dla siebie mili i szanują
się wzajemnie, zgłasza jakiś pomysł. Czujemy się wtedy potrzebni,
docenieni, jesteśmy jak „prawdziwi artyści”, możemy poczuć ten dreszczyk
emocji. Nie wiemy, czy te nasze występy przerodzą się w coś poważnego,
czy nie pójdziemy dalej w tym kierunku, kto wie, może studia aktorskie?
Marta Gałuszka i Karolina Jaracz
Warto się uczyć!
Nauka nie jest specjalnie popularna wśród młodzieży. Szkoły się w
zasadzie nie lubi, a nauczyciel jest traktowany jak kat, znęcający się
nad losem biednego ucznia.
Mnie szkoła nie sprawia większego problemu, gdyż jak
napisałem w tytule, wyznaję zasadę iż :”Warto się uczyć”. W pierwszej
klasie uzyskałem średnią 5.0 oraz wypełniałem obowiązki związane z
funkcją przewodniczącego szkoły. Pozwoliło mi to na uzyskanie nagrody „Bene
Meritus” przyznawanej przez Starostwo Powiatowe w Jaśle. Wyróżnienie to
obejmowało kwotę 250 złotych, za którą mogłem wybrać, co tylko chciałem.
Nagroda ułatwiła mi rozwijanie zainteresowań w dziedzinie sportu,
poprzez nabycie kilku drogich części do roweru . Można rzec, że już
wtedy po raz pierwszy zdałem sobie sprawę z tego, iż „Warto się uczyć”.
Ta sama średnia była podstawą do przyznania mi w roku
szkolnym 2006/2007 Stypendium Prezesa Rady Ministrów. Są to już
zdecydowanie większe pieniądze, które pozwoliły mi na odciążenie
kieszeni rodziców od płacenia czesnego w szkole, a zatem - po raz drugi
warto się uczyć.
Jak widać wiedza może zostać wynagrodzona w bardzo korzystny
sposób? Czyż, więc nie warto się postarać i zdobyć sobie uznanie
nauczycieli i szacunek dla samego siebie?
Paweł Wieteska
Tylko trzy słowa …
„Szkoła prywatna” – ta nazwa kojarzy się przede wszystkim z ceną i
prestiżem społecznym.
Dla nas, rodziców jednej z absolwentek Społecznego Liceum
Ogólnokształcącego STO w Jaśle, szkoła ta okazała się ogromną szansą dla
naszego dziecka. Gdy w publicznym liceum utraciła wiarę w siebie, gdzie
stłamszono jej poczucie godności ucznia i własnej wartości – tu w liceum
społecznym, uzyskała możliwość odnalezienia w sobie sił i chęci do
nauki, oraz szansę sięgnięcia po sukcesy. Po pierwszym półroczu uzyskała
stypendium Dyrektora za najlepsze wyniki w klasie, a po roku stypendium
Prezesa Rady Ministrów za najwyższą średnią w szkole. Te materialne
nagrody to były nie tylko dowody uznania jej pracy i pracy Grona
Pedagogicznego szkoły. Miały one ogromny wpływ na rozwój jej osobowości
i na rozpoczęcie odbudowy wiary we własne siły.
Jako rodzice, jesteśmy ogromnie wdzięczni wychowawczyni
naszej córki, pani dr Walerii Ćwik oraz całemu Gronu Pedagogicznemu, za
pracę, jaką włożyli w nauczanie i życiowe ukierunkowanie naszej córki i
wszystkich uczniów.
Społeczne Liceum Ogólnokształcące STO jest to szkoła, która
potrafi się zmierzyć z niezwykle trudną sytuacją młodzieży i
szkolnictwa w dzisiejszym świecie. W czasie upadku autorytetów, braku
szacunku dla wychowawców i pedagogów, szkoła ta daje młodym ludziom siłę
i chęci walki o własne ideały i cele życiowe, daje nadzieję na
osiągnięcie lepszego jutra.
Zarówno uczniowie tej szkoły, jak i ich rodzice mogą znaleźć
tu zrozumienie, pomoc i zaufanie. Są to tylko trzy słowa, ale one
naprawdę wiele znaczą dla młodych ludzi wchodzących w dorosłe życie.
Z uszanowaniem.
Anna Dębiska - mama Absolwentki 2006
„Rekomendacje do Społeczne Licem”
Jestem mamą wychowanka Społecznego Liceum Ogólnokształcącego
w Jaśle. Przez 3 lata chodziłam na wywiadówki, a także jako
przewodnicząca na spotkania Rady Rodziców. Myślę, że zgodzą się z moją
opinią wszyscy rodzice absolwentów tej szkoły, iż społeczne liceum w
Jaśle to szkoła, w której nasze pociechy miały dużo lepsze możliwości
zdobywania wiedzy niż w innych szkołach średnich.
Mam porównanie z innymi szkołami średnimi w Jaśle, ponieważ
moje starsze dzieci uczęszczały do techników, w których klasy liczyły po
30 uczniów, nie po 15 osób, jak w społecznym.
Myślę, że wielu moich znajomych będzie się starało o miejsce
dla swoich dzieci w społecznym liceum Jaśle. Ma ono dobrą opinię, ja
również im rekomenduję ją, jako jedną z najlepszych, tak pod względem
warunków do nauki, jak i pod względem kadry nauczycielskiej.
Maria Kumor - matka Absolwenta 2006
„Rodzice mieli rację!”
Jestem absolwentem
społecznego liceum w Jaśle, w którym uczyłem się przez 3 lata. W 2006
roku zdałem Nową Maturę z bardzo dobrym wynikiem. Zawsze mile wspominam
pobyt w tej szkole i niezwykle rodzinną atmosferę, jaka była w naszej
klasie. Jestem pewien, że to w dużej mierze zasługa mojej wychowawczyni,
Pani dr Walerii Ćwik, która dbała o nas, jak o własne dzieci, robiła
wszystko abyśmy maksymalnie skorzystali z komfortowych możliwości nauki,
jakie zapewniała nam ta szkoła. Myślę tu przede wszystkim o mojej
12‑osobowej klasie, o tym, że każdy nauczyciel mógł koncertowo wyłożyć
lekcję i jeszcze poświęcić swój czas indywidualnie każdemu według
potrzeby. Niezwykle cenne były rozszerzone przedmioty, fakultety
przygotowujące nas do matury. Na wybranym fakultecie było 2 lub 3
uczniów, niczym nie różniły się od lekcji prywatnych. Było „morze nauki
i pytań bez liku”.
Jestem wdzięcznym moim rodzicom, że mogłem uczęszczać do tej
szkoły, biorąc pod uwagę to, że byłem przyjęty do I LO w Jaśle. To moja
mama przekonała mnie, żebym jednak uczył się w społecznym liceum. Miała
rację! Obecnie studiuję i nie mam żadnych problemów z nauką.
Michał Kumor - Absolwent 2006
„Czego się nauczymy, tego nam nikt nie wydrze”.
Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o Społecznym Liceum
Ogólnokształcącym, przeraziła mnie myśl, że w klasie ma być maksimum 15
uczniów! Do koszmarnego obrazu dołączały się wspomnienia ze szkoły
podstawowej, kiedy to uczeń, siedząc na fizyce modlił się, aby bystre
oko nauczyciela nie spojrzało właśnie na Ciebie. Biedna owieczka, którą
bez wątpienia był uczeń, truchlała na samą myśl usłyszenia swego
nazwiska, wypowiadanego z ust oprawcy – nauczyciela.
Pierwszych kilka dni, spędzonych w liceum, pokazało, jak
bardzo się myliłam. Początkowo sądziłam, że będzie nas zbyt mało, aby
„walczyć” z ciałem pedagogicznym, oczywiście w sytuacjach wymagających
tego. Jednak kilka dni spędzonych z nowo poznanymi kolegami, uświadomiło
mi kilka, bardzo przydatnych w późniejszej karierze studenckiej
spostrzeżeń.
Mądrość numer 1: nauczyciel też człowiek. Zdałam sobie
sprawę, że nauczyciel ma serce, uczucia i potrafi pomóc. W przypadku
nauczycieli, którzy stanęli na mojej drodze całkowicie spełnia się
przysłowie „Kto pyta, nie błądzi”.
Mądrość numer 2: nie liczy się ilość, ale jakość. Dotyczy
moich kolegów z klasy, z którymi zawsze można było porozmawiać,
powygłupiać, ale także i zaprotestować. Będąc małą grupką wytworzyła się
pomiędzy nami zażyłość, której na pewno nie odczują uczniowie innych
szkół.
Mądrość numer 3: wszyscy jesteśmy równi. Szczególnie cenię
kolegów za to, że nie wykorzystywali faktu, że mają w klasie córkę
dyrektora! To było kolejne strapienie, na szczęście szybko stało się
mglistą przeszłością. Wszystko dzięki Wam, współtowarzysze moich
czterech lat!
Agnieszka Kędzior - Absolwentka 2001
|