Opinie o Społecznym
Liceum Ogólnokształcącym STO w Jaśle


Wyniki mierzenia jakości pracy szkoły
przez wizytatorów Podkarpackiego Kuratorium Oświaty,
przeprowadzonego w dniach 1-6 marca  2002 r.

 

MOCNE STRONY SZKOŁY

  • mała liczba uczniów w klasie,

  • atmosfera szkoły - akceptacja klasy i szkoły przez uczniów, dobre relacje między uczniami , nauczycielami i rodzicami,

  • zbieżność oczekiwań rodziców i nauczycieli w stosunku do priorytetowych zadań szkoły,

  • zagwarantowanie uczniom poczucia bezpieczeństwa i poszanowanie godności osobistej,

  • praca Rady Pedagogicznej jako dobrze zgranego zespołu,

  • dostosowywanie,  przez większość nauczycieli, metod pracy do możliwości uczniów zdolnych, jak też tych, którzy mają trudności w nauce,

  • znajomość przez uczniów kryteriów oceniania z poszczególnych przedmiotów,

  • akceptacja i szacunek, jakim cieszy się  dyrektor szkoły - lider Rady Pedagogicznej ,

  • wysoka ocena szkoły przez wszystkich klientów.

        2002 r. - 5-lecie szkoły

Jaka to jest szkoła?
Społeczne Liceum Ogólnokształcące różni się od innych szkół średnich pod wieloma względami. Nie sposób wymienić wszystkich atutów naszej szkoły. Rzeczą wywierającą największy wpływ na nasz rozwój intelektualny jest mała ilość osób w klasie. Pozwala to na większe skupienie w czasie lekcji skuteczniejsze przyswojenie materiału, oraz wyjaśnienie spraw dręczących nasze umysły. Dzięki ścisłej współpracy nauczycieli  z rodzicami znamy się lepiej i czujemy jak w rodzinie. Uczniowie mają też szansę lepszego poznania się poprzez wycieczki o różnym charakterze (turystyczne, krajoznawcze, wyjazdy do teatru, muzeum, wyjścia do kina).  Cała szkoła, chociaż nieliczna, tworzy jedną, wielką rodzinę. Panuje tu niepowtarzalna atmosfera, uczniowie doceniają trud przekazywania wiedzy przez profesorów, a Ci z kolei potrafią znaleźć wspólny język z uczniami.
                                                             Anna Fedyk

Dlaczego wybrałam tę szkołę?
Najbardziej spodobała mi się mała liczba uczniów w klasie. Z pozoru wydaje się to trochę przerażające- w jednym dniu można być pytanym z wielu przedmiotów. Jednak chcąc dostać się na studia trzeba coś umieć. Atmosfera jest mniej stresująca . Ja na przykład o wiele mniej denerwuję się przed chemią czy fizyką, które w podstawówce były moją " piętą achillesową". W tak małym gronie uczniowie mają większą możliwość na szybsze i bliższe poznanie się. Ta szkoła bardzo mi się podoba.   
                                                              Agnieszka Kędzior
Co daje mi ta szkoła?
To szkoła inna niż wszystkie pozostałe. Daje możliwość rozwinięcia swoich zainteresowań. To z kolei gwarantuje lepszy start w przyszłość. Gdybym ponownie stanęła przed wyborem szkoły, postąpiłabym tak samo. Jeżeli masz wątpliwości, które liceum wybrać, przyjdź do nas!
                                                             Anna Urbanik

Odpowiem wprost i ze szczerego serca. Otóż w porównaniu z innymi szkołami liceum stanowi jedną wielką rodzinę.
                                                              Marcin Dziedzic


Moje trzy córki były uczennicami Społecznego Liceum STO w Jaśle. Widzę, że są zadowolone z wyboru tejże szkoły [...] Zadowalający jest fakt, iż w każdej chwili można skontaktować się z nauczycielami.
                                                                 Teresa Witusik

        
    
       2007 r. - 10-lecie szkoły


Nie uprawiamy pedagogiki sukcesu ?
            Społeczne Liceum Ogólnokształcące w Jaśle, jest w środowisku postrzegane bardzo różnie. Niewyrobione zdanie na jego temat mają Ci, którzy nigdy nie odwiedzili tej placówki, nie posłali tutaj swoich dzieci, lub nie zapytali znajomych, którzy umieliby coś konkretnego o tym alternatywnym w Jaśle liceum powiedzieć. A prawda o społeczniaku jest prosta.
            To z pozoru takie samo liceum jak każde, to taka sama podstawa programowa, taka sama „okeowska” Matura. Są tu też „w przekroju” tacy sami uczniowie, tzn o różnym stopniu zdolności i chęci, z bardzo różnych środowisk społecznych.
A jednak, tylko z pozoru takie samo, bo inne, lepsze, bliższe uczniowi i rodzicom.
            Jak to jest możliwe ? I znów sprawa jest prosta. SLO STO rządzi się Statutem, w którym m.in. jest zastrzeżone że w klasie nie może być więcej niż 15 uczniów. Tylko ten jeden wyznacznik zmienia prawie wszystko.
Lekcja wygląda jak dyskusja naukowa, każdy uczeń ma możliwość dopytać o nieznane, zgłosić się do uzupełnienia tego, co zaniedbał.
            Wychowawca „nie zgubi nikogo i niczego”, zobaczy każdy problem, porozmawia z Rodzicami, z którymi ma obowiązek stałego kontaktu.
Jeżeli weźmiemy pod uwagę zagrożenia, jakie dla młodego człowieka niesie XXI wiek, to SLO STO  jest miejscem bezpiecznym. Nie ma tu jeszcze ochroniarzy, ale jest PRAWDZIWA RODZINA, która czyni ze szkoły miejsce, w którym po prostu spokojnie się uczy i mówi o uniwersalnych wartościach.

Nic nie przychodzi jednak samo !
            Dyrektor, który razem z innymi pasjonatami tę szkołę zakładał i kieruje już 10 lat, żyje nią każdego dnia. Wychowawcy i nauczyciele pracują z pomysłem i odpowiedzialnie, nie uprawiają pedagogiki sukcesu  (nietrudno jest zrobić ze zdolnego i utalentowanego ucznia – olimpijczyka).
            Ale praca to nie tylko trud. To także satysfakcja. I nie ma zbędnego patosu w stwierdzeniu, iż jestem dumna z tego, że od 10 lat uczę w społecznym liceum języka polskiego – obowiązkowego w części pisemnej i ustnej przedmiotu maturalnego
                                                              dr Waleria Danuta Ćwik

Obyś cudze dzieci uczył
           Późną wiosną 1997 roku odwiedził mnie Prezes STO Pan Lucjan Tomalski i z miną wielce zagadkową zapytał, czy nie podjąłbym się pracy w alternatywnej szkole - Społecznym Liceum Ogólnokształcącym. Przyznam, że połechtał moje ego i równocześnie postawił wyzwanie, którego nie można było odrzucić.
          Pierwsze spotkanie członków STO i grona pedagogicznego odbyło się w budynku ZNP w miłej i twórczej atmosferze. Poznawaliśmy się wzajemnie, no bo przecież jasielscy nauczyciele to nie garstka belfrów, ale pokaźny zespół ludzi z ogromnym dorobkiem zawodowym, pełnych zapału i pomysłów.
Spotkanie z rodzicami przyszłych uczniów rozwiało wszelkie nasze obawy. Byli to ludzie życzliwi, chętnie służący swoim czasem, pomocą i doświadczeniem, ba, mający wizję szkoły, która wychodziłaby naprzeciw lokalnej społeczności, wizję, która była bliska nam - nauczycielom.
              I ruszyliśmy... Pierwsi wychowawcy i uczący otoczyli swoich licealistów opieką godną naśladowania. A, że ziarno zostało rzucone na dobry grunt, owoce były dorodne. Konkursy, wyniki nauczania, nagrody, wreszcie matura i wymarzone studia potwierdziły, że cztery łata nie poszły na marne.
            Ja, piszący tych parę słów wspomnień, każdego roku przed pierwszym dzwonkiem słuchałem z uwagą Dyrektora i zastanawiałem się, komu przydzieli kolejne wychowawstwo.
I doczekałem się piętnastu wychowanków pełnych marzeń, oczekiwań i zapału do pracy, ludzi otwartych na wiedzę i świat, mających pomysły na życie. Szybko staliśmy się jedną wielką rodziną. Nauka, wycieczki, spotkania teatralne, wyjścia na wystawy, do muzeów cementowały nas. Nas, tzn. Rodziców, uczniów i nauczycieli.
           A Wigilia? Nie sposób o niej zapomnieć. Dzień wcześniej w mroźny wieczór pełną parą szły przygotowania do wspólnej wieczerzy. „Stefek" przyniósł szopkę, dziewczyny uwijały się przy choince, rodzice przy stole, a serce wychowawcy rosło, gdy przy akompaniamencie gitar Ewy i Eweliny popłynęły pierwsze słowa kolęd. Pomyślałem wtedy: „Ameryka! Jak na filmie! Całkowita integracja!"
         Pełnym ukoronowaniem czterech lat pracy była matura. Dzisiaj Ewa jest na architekturze, Grześ na informatyce, „Czarnula" i Mateusz studiują stosunki zagraniczne. Ania uczy się na Uniwersytecie Jagiellońskim, Aurel na Uniwersytecie Rzeszowskim, Ewelina na Akademii Pedagogicznej. „Stefek", Dominik i Grzegorz wybrali hotelarstwo, Piotrek studiuje ekonomię, Konrad marketing, Joanna jest w Szkole Projektowania Artystycznego, Magda studiuje socjologię, a Dorota jest na swojej wymarzonej geografii.
I kto wymyślił to porzekadło: „Obyś cudze dzieci uczył"?
                                                                          mgr Józef Duda

Chcielibyśmy nasz ślad na drogach
ocalić od zapomnienia.

                      I ja tam byłem…
                     10 lat społecznego liceum na fotografii
Hej w drogę !
Poznać niewiarygodne historie, dotknąć zamierzchłych czasów, obcować z przyrodą, uchwycić rewelacyjne obrazy w swoim aparacie, rozróżniać styl romański od gotyku, wejść na wulkan, zstąpić do bajkowego podziemnego świata jaskiń, poczuć smak górskiej wędrówki. Czy to wszystko można zrobić na lekcjach, choćby w najpiękniejszej klasie?. Ucząc geografii, pragnąłem zawsze wzbudzić w moich uczniach miłość i pasję do poznawania świata, poszukiwania w nim czegoś dla siebie.
          W programie naszego „społeczniaka” ważną rolę odgrywają wycieczki krajowe i zagraniczne oraz lekcje terenowe. Nasz plan zakłada w jednym roku wyjazd krajowy i zagraniczny. W minionych 10 latach zostało za nami ponad 8000 km dróg Polski i autostrad Europy !!!.

Fotografia - W dolinie Pięciu Stawów Polskich

Ślady naszych stóp .....
Spacerek do Oculus Maris z „małym zakrętem” na Dolinę Pięciu Stawów Polskich.
To nic, że do Morskiego Oka idą wszyscy i że trasa wiedzie asfaltem lub kamienistym skrótem. To nic, że czasem trzeba torować sobie drogę w tłumie, albo uciekać przed pędzącym samochodem lub parą oszalałych koni. Nie szkodzi nawet, że w pewnym momencie drogę może wam zagrodzić niedźwiedź, nie mówiąc już o bileterze, który uczyni to z całą pewnością przy szlabanie na początku wędrówki. Morskie Oko trzeba zobaczyć. Nasze SLO postanowiło przekonać się jakie widoki dostarcza Dolina Pięciu Stawów i Morskie Oko. Chmurki żadnej, niedźwiedzia i kozicy też nie było, ale był szum spadającej Siklawy, lekko zamarznięte „pięć stawów”, panorama ze Świstówki (palce lizać !!! ), podróż przez smreki i kosówkę, odpoczynek pod limbą, śniadanko w kotle polodowcowym !!! Czy znacie takie Tatry? Jezioro za jeziorem, doliny U – kształtne i zawieszone, a pośrodku tego górskiego raju my i nasza pobudzona fantazja.  W naszych podręcznikach do geografii piszą o „budującej działalności lodowca” – faktycznie, pięknie prezentują się schroniska na morenach czołowych. Spacerek wokół Morskiego Oka, rzut oka na Rysy i majestatyczne Mięguszowieckie Szczyty, fotka na tle Mnicha, „małe podejście” do Czarnego  Stawu i krajobraz górski mamy w jednym palcu. Jeszcze dziś wspominają chłopcy żleby, turnie i U – kształtne doliny,  a najbardziej nasze społeczne dziewczyny.

Byliśmy w raju !!!! ....  Słowackim.
Kras, kras i jeszcze raz kras. Widziałeś pewnie ser szwajcarski, tak też smakuje wędrówka po urokliwym Słowackim Raju. Przed nami Sucha Bela -  droga wiedzie wąskim jarem ze stromymi zboczami a w dnie szemrzącym strumykiem. Strumyk ten, płynąc wąwozem, przekracza koryto w wielu miejscach, dlatego są drewniane mostki, metalowe drabinki, łańcuchy i tony wody. Jest ich naprawdę sporo. Idąc można również obserwować niewielkie wodospadziki podsycające charakter i klimat tego uroczego miejsca. Bajkowy świat podziemia odkrywa wspaniała jaskinia Domica. Nad głową stalaktyt, od dołu stalagmit, majestatyczne stalagnaty, draperie, podziemne rzeki – Nech se patrzi jak mówią Słowacy. A echo jeszcze dziś powtarza słowa naszych rodziców – opiekunów wycieczki „…rany, ja tu nie wejdę, Lechu, gdzieś ty nas poprowadził ….”.

Fotografia - W Szczyrbskim Jeziorze na Słowacji

Na włoskim bucie ....
Nasz „busik” przez cały tydzień przemierzał piękne autostrady, tunele i serpentyny włoskiego buta. Wszędzie ślady starożytnych, zabytki z okładek podręczników, kamienne uliczki Asyżu, Watykan z „Ojcem Świętym”, w cieniu Wezuwiusza Neapol i Capri, ponownie wzbudzone do życia Pompeje, palmy i ciepłe morze... pływaliśmy, a jakże by inaczej !!!
Kraina smakoszy, poetów i niefrasobliwych kochanków, Italia próżna, kolorowa i głośna. Sprawdzaliśmy czy miłość prowadzi nie tylko przez żołądek, ale i przez nogi (setki kilometrów). Rzymskie „smakowite szlaki" wiodły nas do najlepszych gatunków makaronów, wina, sera, pizzy, kasztanów i ziół - romantyki nie powinno więc zabraknąć. A kto miał ochotę na towarzystwo wszędzie witano go z otwartym sercem (rachunki też od serca !!!).
A w niedzielę do kościoła, zwyczajny człowiek ....

Fotografia - W Rzymie

Na kresach…..
Bo gdzie jeszcze ludziom tak dobrze jak tu, tylko we Lwowie. Tam nawet kamienie mówią po polsku, tam historia naszego narodu, tam nasze Orlęta Lwowskie, tam…
Przyszłość ???
Wiele pięknych chwil za nami, a w to lato …. walc, fale Dunaju w Wiedniu – bądźcie tam ze Społecznym Liceum STO z Jasła.       
                                                                     mgr Lech Polak

Wigilia w SLO STO
 
            Społeczne Liceum jest taką szkołą, w której każdy może rozwijać swoje zainteresowania ,a już szczególnie talent artystyczny. Tak właśnie jest z drugą klasą, która swoje umiejętności estradowe „szlifuje” na wszystkich akademiach i przedstawieniach organizowanych w SLO STO.
19 Grudnia 2006 r. odbyła się szkolna Wigilia, zorganizowana właśnie przez moją klasę. O godzinie 9:00 na szkolnej jadalni pojawili się zaproszeni goście: dyrektor szkoły, grono pedagogiczne oraz trzecia klasa. Na początku moja klasa zaprezentowała bogatą część artystyczną ,w której przedstawiła historie symboli Świąt Bożego Narodzenia która. Po tym lirycznym wprowadzeniu w świąteczny klimat, rozpoczęliśmy składanie sobie życzeń i łamanie się opłatkiem. Po tym miłym geście, który jeszcze bardziej zbliżył nas do siebie, zasiedliśmy radośnie do stołu, oczekując wyśmienitych potraw, które szybko pojawiły się na naszym stole.
            Bardzo miło spędziliśmy ten wspólny czas, który sprawił, że poczuliśmy się jak wielka rodzina, pomimo iż łączą nas tylko więzi przyjaźni i obowiązek chodzenia do tej samej szkoły. Wigilia była naprawdę udana i wszyscy wróciliśmy po niej do domów, z myślą, iż jest to jedynie przedsmak świątecznej radości, która miała nam towarzyszyć przez najbliższy czas.
                                                                                  Edyta Myśliwa
          Moje dzieci też tutaj!!!
Do społecznego liceum przyszedłem, dlatego, że rok wcześniej chodziła tutaj moja siostra Magda to od niej dowiedziałem się, że w społeczniaku jest "wporzo". Tutaj szanuje się każdego ucznia, bez względu na to, jakie ma się zdolności i chęci do nauki i muszę przyznać, że moja siostra miała rację.
            Ta szkoła jest jak jedna wielka rodzina, wszyscy się znają, każdy ma do siebie pozytywne nastawienie, chociaż jak w każdej rodzinie dochodzi do zgrzytów. Jednak nie trwają one długo, przecież lubimy się i szanujemy. Nauczyciele są bardzo przyjacielscy, traktują uczniów z szacunkiem. W innej szkole, o czym wiem z rozmowy, byłoby to niemożliwe. Nigdy nie żałowałem mojej decyzji i jeżeli miałbym ją podjąć jeszcze raz, to byłaby taka sama.
            Wszystkim polecam tą szkołę, a jeżeli ktoś mówi, że się płaci i "spoko" to się myli!!! Jeśli miałbym już rodzinę, to chciałbym, aby moje dzieci chodziły właśnie do takiej szkoły.
                                                                                  Piotr Barzycki
         Oto my!
Wiadomym jest,
że najważniejsza w szkole jest klasa. Jeżeli jest to klasa zgrana tzw. Superpaka, to wszyscy w tej grupie czują się wspaniale, pomagają sobie i jak mówi tytuł jednego z polskich seriali, są na „dobre i złe”. Nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, jaką super klasą z super wychowawcą jest moja klasa, czyli II klasa Społecznego Liceum STO w Jaśle. Jest nas w klasie czternaście osób, w czym dziewięć dziewcząt i pięciu chłopców.
            Wychowawcą klasy jest Lech Polak, którego kochamy, a on kocha nas. Profesor zawsze służy nam pomocą. Jesteśmy otwarci i chętni do pracy i często ze sobą rozmawiamy. Jak w każdej klasie czasami zdarzają się nieporozumienia, ale myślę że gdyby komuś z nas działa się krzywda, klasa stanęłaby za nim murem.
            Na co dzień czujemy się świetnie. Nie mówiąc o uroczystościach szkolnych, które jeszcze bardziej cementują nasze sympatie. Jeżeli ktoś mówi, że źle mu w klasie, to nie trafił do takiej klasy jak ja. Każdemu życzę, aby trafił do tak wspaniałej szkoły i klasy, do jakiej ja mam przyjemność chodzić.
                                                                                  Pozdrawiam! Joanna Nachmann.
                Artystą być          
W każdym człowieku drzemie chęć publicznego pokazania się, zaprezentowanie swoich talentów i umiejętności. Szczególnie dziewczyny chcą być aktorkami i piosenkarkami, co ćwiczą regularnie od przedszkola, śpiewając do uchwytu skakanki. W zwykłym liceum, w którym jest przeciętnie 600-set uczniów, aby „dobić się” na scenę nie jest takie łatwe, chyba że ma się niezwykły talent.
            U nas w społeczniku jest inaczej, czy się chce czy nie – musimy występować i to kilka razy w roku. To, jak się okazało niezwykła frajda i przyjemność, bo kiedy wychodzi się na scenę, to wszystkie oczy zwrócone są na artystów. A poza tym, mamy okazję wyrobić w sobie odwagę, zapomnieć o tremie i tak całkiem niepostrzeżenie nauczyć się pięknego tekstu np. o Opłatku, o miłości, o Świętym Mikołaju i o zagubionym we współczesnym świecie człowieku. Na samym początku bałyśmy się tych publicznych występów, ale teraz czynimy to z wielką przyjemnością.
            Jeszcze jedno! Chcemy wam powiedzieć o niesamowitej i przyjaznej atmosferze podczas prób. Wszyscy są dla siebie mili i szanują się wzajemnie, zgłasza jakiś pomysł. Czujemy się wtedy potrzebni, docenieni, jesteśmy jak „prawdziwi artyści”, możemy poczuć ten dreszczyk emocji. Nie wiemy, czy te nasze występy przerodzą się w coś poważnego, czy nie pójdziemy dalej w tym kierunku, kto wie, może studia aktorskie?
                                                                                   Marta Gałuszka i Karolina Jaracz

            Warto się uczyć!
Nauka nie jest specjalnie popularna wśród młodzieży. Szkoły się w zasadzie nie lubi, a nauczyciel jest traktowany jak kat, znęcający się nad losem biednego ucznia.
            Mnie szkoła nie sprawia większego problemu, gdyż jak napisałem w tytule, wyznaję zasadę iż :”Warto się uczyć”. W pierwszej klasie uzyskałem średnią 5.0 oraz wypełniałem obowiązki związane z funkcją przewodniczącego szkoły. Pozwoliło mi to na uzyskanie nagrody „Bene Meritus” przyznawanej przez Starostwo Powiatowe w Jaśle. Wyróżnienie to obejmowało kwotę 250 złotych, za którą mogłem wybrać, co tylko chciałem. Nagroda ułatwiła  mi rozwijanie zainteresowań w dziedzinie sportu, poprzez nabycie kilku drogich części do roweru . Można rzec, że już wtedy po raz pierwszy zdałem sobie sprawę z tego, iż „Warto się uczyć”.
            Ta sama średnia była podstawą do przyznania mi w roku szkolnym 2006/2007 Stypendium Prezesa Rady Ministrów. Są to już zdecydowanie większe pieniądze, które pozwoliły mi na odciążenie kieszeni rodziców od płacenia czesnego w szkole, a zatem - po raz drugi warto się uczyć.
            Jak widać wiedza może zostać wynagrodzona w bardzo korzystny sposób? Czyż, więc nie warto się postarać i zdobyć sobie uznanie nauczycieli i szacunek dla samego siebie?
                                                                                      Paweł Wieteska
           Tylko trzy słowa …
„Szkoła prywatna” – ta nazwa kojarzy się przede wszystkim z ceną i prestiżem społecznym.
Dla nas, rodziców jednej z absolwentek Społecznego Liceum Ogólnokształcącego STO w Jaśle, szkoła ta okazała się ogromną szansą dla naszego dziecka. Gdy w publicznym liceum utraciła wiarę w siebie, gdzie stłamszono jej poczucie godności ucznia i własnej wartości – tu w liceum społecznym, uzyskała możliwość odnalezienia w sobie sił i chęci do nauki, oraz szansę sięgnięcia po sukcesy. Po pierwszym półroczu uzyskała stypendium Dyrektora za najlepsze wyniki w klasie, a po roku stypendium Prezesa Rady Ministrów za najwyższą średnią w szkole. Te materialne nagrody to były nie tylko dowody uznania jej pracy i pracy Grona Pedagogicznego szkoły. Miały one ogromny wpływ na rozwój jej osobowości i na rozpoczęcie odbudowy wiary we własne siły.
            Jako rodzice, jesteśmy ogromnie wdzięczni wychowawczyni naszej córki, pani dr Walerii Ćwik oraz całemu Gronu Pedagogicznemu, za pracę, jaką włożyli w nauczanie i życiowe ukierunkowanie naszej córki i wszystkich uczniów.
            Społeczne Liceum Ogólnokształcące STO jest to szkoła, która potrafi się zmierzyć  z niezwykle trudną sytuacją młodzieży i szkolnictwa w dzisiejszym świecie. W czasie upadku autorytetów, braku szacunku dla wychowawców i pedagogów, szkoła ta daje młodym ludziom siłę i chęci walki o własne ideały i cele życiowe, daje nadzieję na osiągnięcie lepszego jutra.
            Zarówno uczniowie tej szkoły, jak i ich rodzice mogą znaleźć tu zrozumienie, pomoc i zaufanie. Są to tylko trzy słowa, ale one naprawdę wiele znaczą dla młodych ludzi wchodzących w dorosłe życie.
                                                                                         Z uszanowaniem.
                                                                                         Anna Dębiska - mama Absolwentki 2006

„Rekomendacje do Społeczne Licem”
            Jestem mamą wychowanka Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w Jaśle. Przez 3 lata chodziłam na wywiadówki, a także jako przewodnicząca na spotkania Rady Rodziców. Myślę, że zgodzą się z moją opinią wszyscy rodzice absolwentów tej szkoły, iż społeczne liceum w Jaśle to szkoła, w której nasze pociechy miały dużo lepsze możliwości zdobywania wiedzy niż w innych szkołach średnich.
            Mam porównanie z innymi szkołami średnimi w Jaśle, ponieważ moje starsze dzieci uczęszczały do techników, w których klasy liczyły po 30 uczniów, nie po 15 osób, jak w społecznym.
            Myślę, że wielu moich znajomych będzie się starało o miejsce dla swoich dzieci w społecznym liceum Jaśle. Ma ono dobrą opinię, ja również im rekomenduję ją, jako jedną z najlepszych, tak pod względem warunków do nauki, jak i pod względem kadry nauczycielskiej.
                                                                                      Maria Kumor - matka Absolwenta 2006

„Rodzice mieli rację!”
          Jestem absolwentem społecznego liceum w Jaśle, w którym uczyłem się przez 3 lata. W 2006 roku zdałem Nową Maturę z bardzo dobrym wynikiem. Zawsze mile wspominam pobyt w tej szkole i niezwykle rodzinną atmosferę, jaka była w naszej klasie. Jestem pewien, że to w dużej mierze zasługa mojej wychowawczyni, Pani dr Walerii Ćwik, która dbała o nas, jak o własne dzieci, robiła wszystko abyśmy maksymalnie skorzystali z komfortowych możliwości nauki, jakie zapewniała nam ta szkoła. Myślę tu przede wszystkim o mojej 12‑osobowej klasie, o tym, że każdy nauczyciel mógł koncertowo wyłożyć lekcję i jeszcze poświęcić swój czas indywidualnie każdemu według potrzeby. Niezwykle cenne były rozszerzone przedmioty, fakultety przygotowujące nas do matury. Na wybranym fakultecie było 2 lub 3 uczniów, niczym nie różniły się od lekcji prywatnych. Było „morze nauki i pytań bez liku”.
            Jestem wdzięcznym moim rodzicom, że mogłem uczęszczać do tej szkoły, biorąc pod uwagę to, że byłem przyjęty do I LO w Jaśle. To moja mama przekonała mnie, żebym jednak uczył się w społecznym liceum. Miała rację! Obecnie studiuję i nie mam żadnych problemów z nauką.
                                                                                        Michał Kumor - Absolwent 2006



„Czego się nauczymy, tego nam nikt nie wydrze”.
            Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o Społecznym Liceum Ogólnokształcącym, przeraziła mnie myśl, że w klasie ma być maksimum 15 uczniów! Do koszmarnego obrazu dołączały się wspomnienia ze szkoły podstawowej, kiedy to uczeń, siedząc na fizyce modlił się, aby bystre oko nauczyciela nie spojrzało właśnie na Ciebie. Biedna owieczka, którą bez wątpienia był uczeń, truchlała na samą myśl usłyszenia swego nazwiska, wypowiadanego z ust oprawcy – nauczyciela.
            Pierwszych kilka dni, spędzonych w liceum, pokazało, jak bardzo się myliłam. Początkowo sądziłam, że będzie nas zbyt mało, aby „walczyć” z ciałem pedagogicznym, oczywiście w sytuacjach wymagających tego. Jednak kilka dni spędzonych z nowo poznanymi kolegami, uświadomiło mi kilka, bardzo przydatnych w późniejszej karierze studenckiej spostrzeżeń.
            Mądrość numer 1: nauczyciel też człowiek. Zdałam sobie sprawę, że nauczyciel ma serce, uczucia i potrafi pomóc. W przypadku nauczycieli, którzy stanęli na mojej drodze całkowicie spełnia się przysłowie „Kto pyta, nie błądzi”.
            Mądrość numer 2: nie liczy się ilość, ale jakość. Dotyczy moich kolegów z klasy, z którymi zawsze można było porozmawiać, powygłupiać, ale także i zaprotestować. Będąc małą grupką wytworzyła się pomiędzy nami zażyłość, której na pewno nie odczują uczniowie innych szkół.
            Mądrość numer 3: wszyscy jesteśmy równi. Szczególnie cenię kolegów za to, że nie wykorzystywali faktu, że mają w klasie córkę dyrektora! To było kolejne strapienie, na szczęście szybko stało się mglistą przeszłością. Wszystko dzięki Wam, współtowarzysze moich czterech lat!
                                                                                      Agnieszka Kędzior - Absolwentka 2001